Warsztaty castingowe Kwisa 2011

Kwiecień to miesiąc który najbardziej nas cieszy zmianą pory roku z okrutnej zimy na długo oczekiwaną wiosnę. W połowie właśnie tego miesiąca wspólnie postanowiliśmy spotkać się na warsztatach castingowych nad Kwisą w Świętoszowie. Już od piątku większość uczestników postanowiła dojechać przed południem. Napięcie oraz chęć wędrówek po rzece nabierało dość szybko ciśnienia po kilku miesiącach wędkarskiej pauzy. Już od kilku dni przed zlotem zapowiadała się nie zła impreza z dość sporą ilością osób. Program warsztatów był dość bogatym zwłaszcza w sobotę z gościem specjalnym Januszem Paprzyckim który zgotował nam nie złą zabawę w rzucaniu do celu. Ale po kolei …

Piątek:
Już od wczesnych godzin w domu dreptałem w miejscu bo przecież większość ekipy meldowała swoje przybycie w godzinach przedpołudniowych. Ale przyznam że byli lepsi zawodnicy z okolic Zgorzelca którzy nie spuszczali przez trzy dni Kwisy z oczu. To komarro , pawlik i kluski którzy dali największy wycisk kropkom przez trzy dni. Ja wraz z grupą Lwówecka zameldowałem się w Świętoszowie około godziny 10.00 gdzie jak zwykle była już Zielona Góra , Poznań , Słubice i nawet Adrian z samej Drawy zawitał. W hotelu jak zwykle nagadać się nie mogliśmy podczas zakwaterowania , szybka zmiana barw odzieży na bardziej komandoskie i rozjeżdżamy się nad wodę. W trakcie popołudniowego łowienia docierają do nas kolejne osoby z Częstochowy , Legnicy oraz Gniezna. Kwisa przywitała nas dość pochmurnym dniem z pięknie ubarwionymi na zielono drzewami , odpowiednim stanem wody i kilkoma kontaktami z rybą. Grupa komandosów w składzie Tomek , Adrian , Łukasze oraz Jacek dobrali się w korcu maku , ekipa nie do rozwalenia. Postanowili zrobić sobie małpi gaj na brzegach rzeki. Ekipa Lwówecka zaplanowała w połowie odcinka rzeki wraz ze mną i Adrianem małe ognicho , przy którym dość sporo sobie poleniuchowaliśmy. Wieczór szybko okazał swoje oblicze i postanawiamy dać rybom większe szanse na jutrzejszy dzień. Wieczór jak zwykle rozpoczęliśmy zimnym piwkiem oraz długim oczekiwaniem na przyjazd błądzącej ekipy z Dzierżoniowa i Wałbrzycha. Ach ta elektronika !!! najważniejsze że dotarli.

Sobota:
Ach założenia były piękne 05.00 pobudka co jakoś dziwnie nikomu nie udało się o tej godzinie wstać. Tak … najwięcej deklaracji składałem właśnie ja z tego co pamiętam i zawaliłem na całej linii. No cóż starość ma swoje oblicze. I na spokojnie 08.00 pobudka , śniadanko z trzema kubkami kawy , a jak !!! i w końcu udaje nam się wyrwać nad wodę. Sobota przywitała nas porannym przymrozkiem a w późniejszych godzinach mocnym słoneczkiem. W trakcie łowienia docierały do mnie informacje o kontaktach z pstrągami więc byłem spokojny że nie powtórzy się historia z lodowatej marcowej Drawy. Ekipa Zgorzelecka dała piękny pokaz z wynikami złowionych ryb. Pełna profeska panowie !!! Czas nad wodą szybko mijał i o 14.00 musieliśmy zaliczyć powrót na obiad do bazy .

Po obiedzie czekała na wszystkich niespodzianka z dreszczykiem adrenaliny przygotowana przez Janusza. Zorganizował nam dla zabawy zawody w rzucaniu castingiem do celu. Uwierzcie zabawa była przednia a dogrywek na pudło nie pamiętam ile. Janusz stanął jako gość specjalny na wysokości zadania , ufundował nam za pierwsze trzy miejsca pamiątkowe puchary a kto wygrał ??? no właśnie i to najbardziej cieszy że mistrz zawodów kolega Bartek prawdopodobnie już myśli o castingu dość poważnie czego wszyscy mu życzymy. Przed zawodami Janusz dał nam czas do przestawienia się z rzutami z rzeki na trawę , uwierzcie jak wszyscy zaczęli rzucać ciężarkami to miałem wrażenie że leci nad nami stado kormoranów. Ale rzucali jeden przez drugiego , a tarcza była aż czerwona. Janusz dzięki serdeczne za super rozrywkę było czadowo. Oczywiście Ci najstarsi castmaniacy dali szanse tym początkującym i tak na pierwszym miejscu wylądował nam Bartek , na trzecim Robert trener Pawła który zajął drugie miejsce.Były również podziękowania oraz drobne gadżety dla uczestników warsztatów. Siwi brodacze jako nasz filar dostali po pamiątkowym kubku oraz przynęty hand made ufundowane przez Bartka jako nagroda pocieszenia od czwartego do szóstego miejsca.

Po udanych celnych rzutach wszystkich zawodników postanowiliśmy rozpalić wspólne ognisko i popiec kiełbaski. Udało nam się nawet zrobić grupową fotkę i ubawić do łez z opowieści Tomka @zilliona. W trakcie testów sprzętu przy ognisku w takim szumie Tomek zacina przypadkowego, ciekawskiego kropka , który po chwili stwierdził że za dużo gapiów i się wypiął. Nie obeszło się również bez podziękowań dla organizatora warsztatów którym był wcześniej wspominany powyżej Tomek moderator. Tomku dzięki !! było super.

Niedziela:
Poranek mocno przechrapany , nikomu się nie spieszyło , zjedliśmy śniadanie popijając kilkoma kubkami mocnej kawy. Dla dwóch osób mieliśmy niespodziankę jako wyróżnienie za największą rybę oraz największą brodę warsztatów. Za największą rybę otrzymał kolega Andrzej a za największą brodę którą pokonał otrzymał Tomek. Nadszedł czas pakowania , pożegnania i wyruszenia w różne odcinki rzeki na kilka godzin łowienia. Mocna ekipa ze Szklarskiej , Dzierżoniowa i Wałbrzycha przygarnęła mnie do siebie na kilka godzin wspólnego wymarszu. Bartek , Przemek i dwa Tomki w sobotę o czym nie wspominałem powyżej mieli rewelacyjne efekty. Bartek na swoje ręcznie robione woblery pokazał i udowodnił , że są łowne i lotne. Niedzielne łowienie przypominało nam bardzie wymuszony spacer jednak kiedy słońce w południe przygrzewało swoimi promieniami robiliśmy się coraz bardziej leniwi. Po kilku godzinach wędkowania padła decyzja powrotu do domu.

Moim zdaniem to pierwsze tak liczne i udane spotkanie castmaniaków na wspólnych warsztatach. Życzę sobie jak również Wam oby nie ostatnie. Dziękuje wszystkim za wspaniałą zabawę i podładowanie akumulatorów. Jeszcze raz wielkie dzięki i do następnego za rok.


Z wędkarskimi pozdrowieniami Rafał @spigot 2011