Kropki na śniegu

1 stycznia, zima w pełni za oknem ponuro w głowie szumią jeszcze resztki procentów z sylwestra. Samopoczucie delikatnie rzecz ujmując beznadziejne, za drzwi psa z kulawą łapą by nie wygonił a jednak…Ta lepsza połowa leniwie podnosi głowę z łóżka i znowu widzę na jej twarzy szyderczy uśmiech, i jak co roku padają te same słowa " chyba zwariowałeś, w taką pogodę? Znowu będę w Nowy Rok sama?!" zbyt długo się znamy żeby nie wiedziała co to choroba czerwonych kropek. Biorę kija, resztę maneli pod pachę i wychodzę, przekręcam zamek w drzwiach, zakładam buty i już mnie nie ma. Wolne chwile listopada i grudnia jak zwykle upływają na obmyślaniu taktyki, analizowaniu ubiegłych sezonów, przeglądaniu woblerów, typowaniu miejscówek. To wszystko oczywiście w towarzystwie najbliższego towarzysza całorocznych wypraw, i oczywiście przy szklaneczce czegoś mocniejszego w oparach papierosowego dymu. Gdzie jechać? Jakie zabrać przynęty? Jaka będzie pogoda? Jaka woda? Te pytania spędzają nam sen z powiek w ostatnich tygodniach czteromiesięcznego pstrągowego odwyku.

No właśnie gdzie i z czym pojechać żeby mieć szanse na złowienie pierwszego pstrąga w nowym sezonie ? Na zimowe wyprawy zawsze staram się wybierać mniejsze rzeki z prostej przyczyny, dużo łatwiej jest zlokalizować w nich ryby (o ile w niej są). Co do samych przynęt, technik ich prowadzenia myślę, że na ten temat zostało napisane już bardzo dużo, pokuszę się o stwierdzenie, że nawet zbyt wiele. Dla jednego wobler "X" jest całorocznym killerem dla innego wędkarza nie będzie przedstawiał żadnej wartości użytkowej. Krótko- każdy łowi tym co uważa za stosowne, niema najmniejszego sensu przekonywanie się nawzajem do konkretnych przynęt. Swoją uwagę skupiam przede wszystkim na dobieraniu kolorów do konkretnej wody i sytuacji, w moim przekonaniu to w dużej mierze klucz do sukcesu. Woblery, blaszki, w ogóle przynęty przy pstrągowaniu to temat rzeka, ilu pstrągarzy tyle teorii na temat ich skuteczności. Żeby zebrać do kupy i opisać wszystkie typy, kolory itd. Trzeba by pewnie zużyć ze trzy tony papieru w formacie A4. Na temat zimowego łowienia w internecie krąży bardzo wiele artykułów, filmików, czy wzmianek. Generalnie większość z autorów wspomnianych tekstów pisze, że zimowego "kropkowańca" należy szukać w wodzie wolnej, wręcz stojącej. Nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami! Moim zdaniem stanowiska zajmowane przez pstrąga w zimie są uzależnione przede wszystkim od tego jaka ta zima jest. Jeśli jest łagodna to możemy spodziewać się ryby wszędzie - nieraz zdarzało mi się łowić ryby w miejscach z bardzo silnym uciągiem wody. Takie miejsca kojarzą się nam z wiosenno-letnim łowieniem a jednak takie sytuacje maja miejsce. Kiedy zima jest ostra a mróz nie odpuszcza z braniami w ogóle jest kiepsko, ryba żeruje bardzo krótko w ciągu dnia, jak to mawiają specjaliści " trzeba trafić w miejsce, o odpowiedniej porze, z odpowiednią przynętą" ;-) W takich sytuacjach staram się szukać tam gdzie pstrągi nie muszą zużywać zbyt wiele energii żeby utrzymywać się w nurcie rzeki. Jednym słowem bardzo wiele zależy od pogody, a przede wszystkim od tego ile i czego w danej wodzie pływa! Ot i cała tajemnica ;-)

Rzecz najbardziej istotna, nie tylko w zimowym łowieniu! Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość! Rzucanie i zwijanie prawie nigdy nie przynosi wymiernych efektów. Pstrąg to ryba bardzo cwana i pamiętliwa, trzy razy obejrzy przynętę zanim zaatakuje. Radzę wziąć to głęboko do serca! Najlepsze efekty (nie tylko w zimie) daje spokojne obławianie miejscówek pod prąd, oraz w poprzek nurtu. Podczas jednego przeprowadzenia woblera można spokojnie spalić papierosa, czasem nie jednego. Takie łowienie moim zdaniem przynosi sporo kontaktów z rybami, i wbrew pozorom dostarcza mocnych wrażeń. Każdy ma swoje indywidualne podejście do łowienia tych jakże pięknych i walecznych ryb. To co zostało tutaj napisane to moje prywatne odczucia na temat malutkiego skrawka na temat pogoni za kropkami. Nie chciał bym żeby te parę zdań zostało odebrane jako swoisty poradnik, czy gotowa recepta na złowienie pstrąga, nie jestem specjalistą tylko zwykłym wędkarzem tak jak Wy.

Mam nadzieję, że ta opowiastka ożywi waszą wyobraźnie bo do rozpoczęcia sezonu już tuż, tuż! Zimy póki co nie widać, a ubiegły sezon w wielu miejscach naszego kraju daje spore nadzieje na dobry rok 2012. W nowym roku życzę wam pękających linek i trzeszczących kijów podczas holi rekordowych ryb! Przy okazji już dziś zapraszam wszystkich maniaków czerwonych kropek i nie tylko na wiosenny zlot castmaniaków, który mam nadzieje odbędzie się w sezonie 2012.

 

Do zobaczenia nad wodą : Tomek @Tomek Mizerski