Kiedy wszyscy wyruszą na ryby

Wolnymi krokami zbliża się majówka, którą rok w rok staramy się zaplanować z wielkim zaangażowaniem. Korzystając z dobrodziejstw i łask, na nielicznych jeziorach w Polsce, mamy tą możliwość łowienia szczupaków z jednostek pływających. Wiele osób jednak z różnych przyczyn wybiera łowienie szuwarowo, bagienne brodząc w płytkich, nagrzanych zatokach z myślą oczywiście o szczupakach.  Są również takie osoby, którym bardziej na sercu leży rzeczny majowy boleń, a jeszcze innym typowa ucieczka od tłumów ukrywając się w zaciszu pstrągowych rzek.  Oprócz wymienionych drapieżnych ryb, bardzo popularne również o tej porze roku są ryby spokojnego żeru. Społeczeństwo wyrusza z domów z całym ekwipunkiem, namiotami, parasolami, grillami nad wodę. Wówczas linie brzegowe są wręcz radosne, gwarne, kolorowe niczym tęcza na niebie. Często zauważalnym zjawiskiem jest nawet niesamowite zacięcie sportowe, i sporej długości siaty w wodzie pełne ryb. Kiedy zapewne kurz opadnie po długo-weekendowym przemarszu wojsk, pozostaję na brzegach naszych łowisk wspaniały obraz pudełek po robakach, leszczowych łusek i sterty śmieci. Miano „Cichego Łowcy” (mam na myśli spinningistów) bez tych wszystkich fajerwerków, imprezowych otoczek nad linią brzegową, pozwala nam troszeczkę w inny sposób zaplanować strategię podejścia drapieżnika. Nie są nam potrzebne śpiewy, głośne okrzyki „Jolka, Jolka pamiętasz”  czy disco polo z głośników samochodu. Kiedy „WIELKIE MAJOWE BUM” przeminie i wydawałoby się, że jest już spokojniej. To tak naprawdę zbliżający się kolejny miesiąc, jakim jest czerwiec jest wręcz typowa „Ucieczką z Alcatraz”  Czerwiec to miesiąc na który chyba wszyscy spinningiści wyczekują z niesamowitym utęsknieniem. Miesiąc który dopisuje do "NASZYCH REJESTRÓW" kolejny gatunek ryb jakim jest sandacz wciąż tak mocno inspirujący i popularny. To miesiąc, który w końcu pozwala wypłynąć naszymi łodziami, czy pontonami i cieszyć się mobilnością na wodzie. To miesiąc który z mojej obserwacji jest prawie tak hucznym jak „NOWY ROK” Z tą różnicą, że na brzegach pozostawiamy nasze samochody z przyczepkami i nic ponad to w odróżnieniu do innych.

 

Być może łowienie z łodzi jest o wiele prostsze niż z brzegu, a zwłaszcza z tą całą dzisiejszą elektroniką, która tak naprawdę za nas łowi ryby - to niestety bardzo często spotykane stwierdzenie w światku wędkarskim. Mało tego nasza mentalność, to istny dramat ! Kiedy płyniemy przykładowo dobre 150 metrów od linii brzegowej i słyszymy „Ej płyniesz mi po zestawach” lub bardziej wyrafinowane „Malo masz jeziora?” Nie daj Bóg jak sąsiad będzie łowił rybę za rybą, kiedy „spławik wędkarza” nawet ważka nie chce dotknąć. Wtedy już nie ma sentymentów i wszystkim się obrywa. Wszędobylski brak kultury osobistej świadczy tylko o tym, że w wielu przypadkach najlepszym rozwiązaniem byłoby dopłynięcie do „melepety życiowej” i zastosowanie rozmowy na gesty, bez słów z niosącymi po lesie przez echo oklaskami. Oczywiście opisane przypadki nie są codziennością, ale zapewne wiele osób czytając ten materiał przypomni sobie swoje przygody nad wodą.

 

Czasami zastanawiam się nad ideą naszego hobby, propagowaniem metody „Złów i wypuść” która jest oczywiście bardzo etyczną, ale czy wywodzi się z czystej naszej etyki ? czy może z pustostanu naszych wód i wylewającej się ładnych parę lat wstecz zwykłej logiki. Od ponad dziesięciu lat spora rzesza osób propagująca wypuszczanie ryb - dziś zauważa, że to walka z wiatrakami. Bo przecież musi się zwrócić zakup karty, paliwo w samochodzie i wielu innych wydatków związanych z naszym…. jeszcze hobby ?

 

Aby tak nie było słodko, że zawiść wypływa tylko od osób łowiących z brzegu, wielokrotnie można przedstawić sytuacje na innych akwenach jak Turawa, Mietków, świeżo otwarty i już spustoszały Słup i wiele innych jezior w Polsce. Nie wolno holując z łodzi jakąkolwiek rybę robić to wolno z umiarkowaniem i spokojem. Wręcz aby inne jednostki nie zauważyły, że coś złowiliśmy - trzeba wręcz rybę w ekspresowym tempie nawet z 11 metrów przeciągnąć prawie przez przelotki. Jeśli nie zrobimy tego umiejętnie, możemy być pewni, że w przeciągu paru minut otoczą nas inne jednostki bombardując pajęczymi rzutami. To są wręcz śmieszne sytuacje ale jakże prawdziwe. Po tak szybkim holu okonia, czy sandacza kiedy chcemy rybę oddać naturze,  zmagamy się z jej odejściem przez bezmyślny ekspresowy hol – oczywiście „aby inni nie widzieli”

 

Wspominając trzy lata temu otwarcie łowiska Słup na Dolnym Śląsku ze środków pływających ciśnie się na usta słowo ze znakiem zapytania (rozsadek) Niesamowite ciśnienie spowodowane otwarciem wody, która dotychczas była tylko dostępna z brzegu od bodajże zalania w 1976 roku. Już w pierwszym miesiącu została zdewastowana przez wędkarzy, którzy wręcz chwaliły się ciąganymi za jednostkami pływającymi sandaczami na agrafkach. Byłoby zapewne jeszcze gorzej, gdyby nie częste kontrole SSR Jawor, za co warto dziś całej ekipie podziękować ! Za włożony wkład i pohamowanie popędów mięsiarstwa. Nawet teraz kiedy o tym piszę jest mi przykro ponieważ nie potrafimy uszanować tego, co dała nam natura. Aby nie schodzić na temat gospodarza wód i ich zarybień (bo takowe występują), jestem pewien Waszych obiekcji cisnących się na usta.

Bo płacimy i wymagamy. Jednak jeśli nawet - to czy uważacie, że w przeciągu jednego roku jest szansa na naprawę naszych łowisk w oparciu o rybostan? Absurd to proces długoterminowy, a w dzisiejszych czasach jak można zauważyć nikt z nas nie ma czasu czekać. Żyjemy w XXI wieku dość uciążliwym, kiedy kładziemy się spać, to po chwili musimy już wstać. Pamiętajcie, że nasze łowiska to nie myjnia  w którą wrzucimy 5 zł i zamiast mycia szczotką, czy aktywnej piany – wskoczy nam do łodzi, czy na brzeg miarowy sandacz, lub szczupak.

 

Czasami rozumiem osoby uciekające od masówek takich jak majówka, czy otwarcie sezonu sandaczowego. Jak najdalej od ludzi i cywilizacji. Z jednej strony podsumowując materiał warto napisać, że nie należy wszystkich mierzyć jedną miarą, lecz z drugiej poprzez zmęczenie nagminną sytuacją, sam rozważam powrót do środowiska rzek górskich tam gdzie jeszcze można ukoić swoja duszę spokojem i pięknem natury. Natury niezdeptanej przez ludzki brak szacunku i  poszanowania tego, co przypisano nam do naszych obowiązków. 

 

 

 

Z wędkarskimi pozdrowieniami:
Rafał Malinowski