Jak było na Powidzu

Tradycyjnie w tym roku odbył się kolejny prywatny zlot nad jeziorem Powidz. Natomiast termin nie był tradycyjny. Rok-rocznie spotykaliśmy się we wrześniu. W tym roku nie chciałem ustalać terminu, który by się pokrywał lub ocierał o Olimpiadę w Londynie. Wybraliśmy termin czerwcowy. W tym okresie również odbywało się wiele ciekawych imprez sportowych jak choćby Liga Światowa gdzie nasi siatkarze kolejny raz pokonali wspaniałą Brazylię. Niestety nasza TVP wolała inne transmisje… Więc my spotkaliśmy się nad jeziorem, żeby łowić okonie. Wybór terminu okazał się strzałem w dziesiątkę bo frekwencja przekroczyła dotychczasowe stany osobowe. Już w piątek od rana poszczególne delegacje zjeżdżały się do Przybrodzina nad prawie puste jezioro. Najszybsza była delegacja poznańska bo mieli najbliżej. Później przyjechały delegacje z Dolnego Śląska z przyczepką.

Pomysł ten nie zainteresował gości tylko wszyscy już chcieli płynąć na wodę za okoniami. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna grupa dysponowała własnymi pływadełkami i udała się w jeden róg jeziora. Druga grupa spacerkiem udała się do pobliskiej wypożyczalni, gdzie były już przygotowane dla nas łodzie. Ostatnia grupa z Łodzi jechała najdłużej. Nowa autostrada, tłok na drodze i dotarli dopiero na kolację jak my wróciliśmy z jeziora. Jak było na wodzie? Samo jezioro na wielu kolegach, którzy byli tutaj po raz pierwszy zrobiło piorunujące wrażenie. Przede wszystkim czysta woda gdzie na początku lata widać kilka metrów w głąb toni wodnej co leży na dnie lub co pływa. Kolejna sprawa to ryby. Piękne, zdrowe i wspaniale wybarwione.

Również podobał się im spokój i prawie cisza wokół. Było to jednak tuż przed nowym sezonem i dlatego było słychać tylko co jakiś czas krzyki i wycie zwolenników piłki kopanej. Na co łowiliśmy? Głównie i przede wszystkim na lekkie zestawy castingowe. Jako linka to głównie plecionka. Warto napisać kilka słów o przynętach. Były różne ale w dużej ilości. Oprócz tradycyjnych woblerów i przynęt twardych jak wahadełka i obrotówki królowały przynęty gumowe. Pozycją wyróżniającą się były przynęty 4Play f.Savage-Gear w wersjach Soft oraz Hard w kilku odmianach. Każdy z uczestników otrzymał przynętę Soft4Play 19 cm uzbrojoną na Lip Scullu w celu zapoznania się z możliwościami pracy owej przynęty w wodzie, oraz bliskiego spotkania z ukochaną mamuśką ;-)

Wielkość tych przynęt to głównie 9,5- 13 oraz 19 cm. Zbrojenie to głównie główka jigowa o masie 7-10 gram i na hakach 8-4. Barwy gum były różne. Trudno było w tak krótkim czasie wyselekcjonować najbardziej łowny kolor. Prowadzenie od podszarpywanego do spokojnego prowadzenia ze zmienną prędkością nad dywanem podwodnego zielska. Brania jeżeli już były to były to uderzenia raczej zdecydowane i dobrze wyczuwalne na kiju castingowym. Wędki najczęściej jednoczęściowe miały wbudowane pierścienie rezonansowe w gryf i przy zastosowaniu plecionki brania musiały być wyraźne i czytelne. Efekty.

Nasz główny cel połowu czyli okoń był dość chimeryczny i pozwalał się łowić w ilości od jednego do kilku sztuk na jedno wypłynięcie. Być może spowodowane to było tym, że prawie cały czas łowiliśmy w strefie przybrzeżnej i po zakotwiczeniu łodzi już nie wędrowaliśmy po jeziorze. Gdybyśmy go intensywniej poszukiwali po rozległym jeziorze efekty mogły być lepsze. Być może spowodowane to było tym, że prawie cały czas łowiliśmy w strefie przybrzeżnej i po zakotwiczeniu łodzi już nie wędrowaliśmy po jeziorze. Gdybyśmy go intensywniej poszukiwali po rozległym jeziorze efekty mogły być lepsze. Natomiast szczupak przypadał od kilku do kilkunastu sztuk na wędkarza przy każdym wypłynięciu. W zasadzie mieliśmy głównie lekkie kije castingowe i dlatego poruszaliśmy się w strefie przybrzeżnej w obawie trochę o sprzęt.

Wielkość łowionych szczupaków to 55-84 cm. I taki ryby już ładnie wyginały lekkie wędzisko. Natomiast głębiej na jeziorze poruszają się stadka sielawy za którymi jak cień pływają duże i bardzo duże szczupaki. Jednak na te esoxy potrzebny jest mocny sprzęt i duże przynęty. Zamieszczam kilka fotek robionych na wodzie z jednego aparatu w trakcie normalnego łowienia ryb. Sądzę, że kamera na każdej łodzi wydłużyła by tą fotograficzną relację. Wierzę, że wszystkie złowione ryby podrosną do naszego kolejnego spotkania w przyszłym roku.


Z wędkarskimi pozdrowieniami, Andrzej @Thymallus