Co pod wodą stuka ( kogutowa zajawka)

Rozpoczyna się kolejny czerwcowy weekhend , piątek wieczór - telefon - dzwoni kolega Rafał i ostro namawia na wypad w sobotę na ryby. Jak zawsze zostaję przekonany w przeciągu kilku minut. Sobota 07.00 , rozkładamy sprzęt na łodzi z ostrym nastawieniem na dzień mocnych wrażeń. O 12.00 wiem że ten dzień będzie kolejnym zafajdanym dniem z Polską rzeczywistością. Klapa , jedna ryba 40 cm na cały dzień łowienia. Za każdym razem powtarzam sobie ( ja już mam dość!!! , nie chce mi się ) i wciąż w następną sobotę czy niedzielę jestem na rybach. To gorsze niż narkotyk , jednak pomimo głębokich przemyśleń człowiek żyje nadzieją że za tydzień może będzie lepiej. Choć nadzieja matką głupich to tym razem nie odpuszczę. W niedzielę miałem powtórzyć wypad z Jackiem nad tą samą wodę , jednak po sobotnim łowieniu dzwonię i przekonuję go że musimy polecieć na inny zbiornik. Choć ciężko było przekonać mojego kompana z łódki , zgodził się a ja w zamian obiecałem że postaram się zaprezentować wodę z najlepszej strony z omówieniem i wskazaniem ciekawych miejscówek. Zatem niedziela już tuż tuż a ja jeszcze mam przed sobą długą noc spędzoną w kurniku. Krótki sen mocna kawa i w drogę. O 06.00 meldujemy się z Jaculą @szkot nad wodą , pogoda przepiękna , bez wiatru choć na ICM około 10.00 ma wiać 4m/s. Nie pękamy akumulator pełny , palimy wrotki na moje miejscówki. To drugi wypad kolegi Jacka nad malowniczą wodę , prawie dziewictwo choć przy pierwszym wypadzie Jacek miał kontakt z nie małym sandaczem. Kotwica w dół mamy 6 m. i ogromne łuki na podłodze. Moje nastawienie do łowienia było dość emocjonalne nawet po sobotniej klapie , jednak Jacek nie był do końca przekonany że ten wypad top dobry pomysł. Po kilku minutach widzę banana na kolegi twarzy , jest dobrze ryby współpracują. Mamy pierwsze podejrzenia jaki gada kolor. Ja usilnie chcę na małe koguty i delikatny zestaw połowić okoni. Jednak patrząc co Jacula wyczynia na kury sandaczowe zaczynam zastanawiać się czy tą wielkością mam jakieś szanse. Okoń po prostu uganiał się za większą przynętą. Przez dobre trzy godziny staliśmy na jednej miejscówce gdzie wskakiwały okonie do 35 cm , małe kaczki oraz Jacek pokazał klasę łowiąc pierwszego sandacza.

O nie !!! pomyślałem to nie sprawiedliwe !!! postanawiam zmienić taktykę łowienia. Zmieniam wielkość przynęt kolorystykę oraz łapię mocniejszy zestaw w łapki. Po kilku minutach bomba , cięcie , siedzi. Po krótkim spokojnym holu na powierzchnię wyjeżdża sandacz ponad 70 cm. Pomyślałem , robi się ciekawie oby się nie skończyło za szybko jak to często bywa. Uwierzcie lub nie , ale z tego miejsca przerzuciliśmy jeszcze kilka ładnych okoni i małych szczupaków.

Czas na kolejną miejscówkę. Postanawiamy popływać po jeszcze płytszej wodzie. Jednak o dziwo nie napotkaliśmy okoni w pół wody tylko delikatne łuki jeden metr nad dnem. Krótka decyzja stajemy , choć nie bardzo byłem przekonany że to dobry pomysł. Oczywiście Jacek w drugim rzucie przycina kaczkę. Ryba mała około 30 paru cm jednak przy odczepianiu kaleczy kolegę w łapkę. Sam fakt o niczym nie świadczy ale ja osobiście nienawidzę odczepiać przynęt ani podbierać większe okazy szczupaków. Nawet przy takim maleństwie istnieje pewne ryzyko. Po godzinie buszowania na 3 m. wodzie stwierdzamy że nie ma sensu w południe krążyć na płytkiej wodzie. Decyzja zapada o szukaniu sandaczy do 10m. Wiatr który zaczął wiać przed południem coraz bardziej dawał się we znaki. Napływamy na ciekawy stok , schodzimy na miskę około 9m. - są namalowało piękne łuki. Ustawienie się dokładnie na elektrycznym silniku z dość mocnym podmuchem wiatru jest prawie nie możliwe. Jednak kilka kółek i kotwica w dół. Jacek jak pelikan stał wytrwale i co chwilę ciął i wypuszczał okonie. Ja jakoś na dziobie po trzech kubkach kawy zrobiłem się ospały. Po czwartym okoniu Jacka podniosłem swoje cztery litery i do boju.

Długo czekać nie musiałem w drugim rzucie prawie pod łódką w pionie bomba . Kiedy poczułem rybę na patyku , uświadomiłem sobie że łowię fineską do 7g. Hol był troszkę dłuższy od normalnego ale jednak warto było poczekać na okonia 48 cm. Jacek podczas mojego holu miał konkretne branie na które szybko zareagował jednak było pudło. Po krótkim czasie powtórka u Jacka w podobnym stylu ostre branie, cięcie i klapa. Mija kilka kolejnych ważnych minut bomba u mnie , cięcie - siedzi !!! łoł łoł łoł znów łowię fineską jednak teraz kij szczytem wbija się pod wodę. Gwiazda hamulca odpuszczona , uffff ryba się uspokoiła. Po około 5 min wyjeżdża piękny sandacz przed 70 cm. W tym miejscu przez kolejne 30 min już nic nie łowiliśmy , jakby ryba odeszła. Czas na zmianę miejscówki to dopiero trzecia zmiana a jest już 15.00. Ustawiamy się na kolejnym , dobrze wróżącym miejscu. Pierwszy rzut u Jacka , branie , siedzi. Coś pięknego !!! Spokojny hol i ryba na pokładzie. Popołudniem brania trochę ustały przed samym zjazdem na brzeg Jacek łowi pożegnalnego okonia. Tak !!! dzień a raczej relaks dobiega końca czas wracać do domów. I choć nie wiemy czy ryba brała do samego wieczora to mimo wszystko ten dzień nie należał do dnia relaksu. Ilość holi co bardzo nas cieszyło była niesamowita. Uważam że tak powinno być na wszystkich naszych wodach. Kiedy ryba bierze rodzą się pomysły , wizje przynęt , prowadzenia ich i różnych podobnych tematów związanych z naszym hobby.

Na zakończenie naszej przygody chciałbym zaprosić Was na film poskładany z kilku holi włąśnie z tej wyprawy.

Do zobaczenia nad wodą Rafał @spigot 2010